I.
— pierwszy kadr —
Motyle w brzuchu
Kiedy podnoszę aparat do oka, świat na sekundę przestaje istnieć.
Zostaje tylko ona — kobieta, która usiadła naprzeciwko, jej oddech, drżenie powiek, pasmo włosów, które właśnie spadło na policzek.
I ja, drżąca jak pierwszy raz. Za każdym razem jak pierwszy raz.
Motyle. Setki małych motyli pod żebrami.
Nie umiem inaczej. Nie chcę inaczej. Bo gdy znikną — znikną też zdjęcia, które zostają na zawsze.
Fotografuję amatorsko. To znaczy: z miłości. Amare — kochać.














